Polscy przedsiębiorcy znaleźli sobie nowe hobby – inwestowanie w młode technologiczne firmy. Trwa wyścig o to, kto pierwszy wyhoduje w Polsce start-up wart co najmniej miliard dolarów.

Inwestorzy giełdowi łapią się za głowy, kiedy widzą, w jakim tempie rośnie wartość Ubera. Najsłynniejszy start-up na świecie w ciągu zaledwie siedmiu lat dorobił się wyceny szacowanej na ponad 60 mld dolarów. Nieźle jak na firmę transportową, która nie posiada własnych samochodów, niczego nie produkuje i zatrudnia niespełna 7 tys. osób. I która na razie nie wybiera się na giełdę. Finansowanie zapewniają jej bowiem amerykańskie fundusze venture capital, które walnie przyczyniły się do powstania ponad 160 innych jednorożców – tylu doliczyła się firma CB Insights. Kilka z nich powstało także w Europie Środkowo-Wschodniej, m.in. w Estonii (Skype, TransferWise) i Czechach (Avast). Jednak ani jeden nie urodził się jeszcze w Polsce. Najbliżej wyceny sięgającej miliarda dolarów, czyli kapitalizacji dającej miano jednorożca, są trzy spółki notowane na GPW: CD Projekt, LiveChat Software i Medicalgorithmics. – Problemem jest przede wszystkim rozmiar naszego rynku. Nazywam to „klątwą 38 milionów” – rynek polski jest za mały, by pozyskać pieniądze na stworzenie świetnego produktu, a z drugiej strony nie zmusza do wychodzenia za granicę od razu – mówi Piotr Wilam, współtwórca Onetu, a obecnie właściciel funduszu Innovation Nest.